
Tak, to już ten moment! W dolinach kurtka przeciwdeszczowa, na górze gogle i narty. Tak może wyglądać i już wygląda późna jesień w Tyrolu, gdzie Sölden, Kaunertal, Stubai, Pitztal i Hintertux pozwalają rozpocząć sezon, zanim zima na dobre rozgości się na niżej położonych stokach. Zamiast więc kolejny weekend oglądać prognozy, można już przypomnieć nogom, do czego służą narciarskie buty. Tyrolskie lodowce już ruszyły, bo spadło na nich niemal 50 centymetrów świeżego puchu!
Nie oznacza to jednak, że jesienią dostępna jest cała mapa tras. którą mamy do dyspozycji w pełnym zimowym sezonie. Jazda skupia się przede wszystkim wysoko na lodowcach, a kolejne odcinki otwierane są zależnie od śniegu, temperatury i wiatru. Długie zjazdy do dolin często muszą jeszcze poczekać, ale na pierwsze skręty i rozjeżdżenie po wakacjach to dobry moment — bez konieczności czekania na świąteczny wyjazd.
Sölden: dwa lodowce, dwa charaktery
Sölden ma od razu dwa lodowcowe asy w rękawie: Rettenbach i Tiefenbach, połączone narciarskim tunelem. Późną jesienią łatwiejszej jazdy warto szukać na szerokich, łagodniejszych niebieskich i czerwonych trasach Tiefenbachu. Rettenbach oferuje także bardziej sportowe odcinki, ze słynnym stokiem Pucharu Świata. Można więc zacząć spokojnie, a potem sprawdzić, ile zostało z ubiegłorocznej formy.
Gdy warunki pozwolą otworzyć cały zjazd do doliny, wyzwaniem będzie Schwarze Schneid: 15 kilometrów i 1970 metrów różnicy wysokości, aż do dolnej stacji Gaislachkoglbahn. To plan na solidny test wytrzymałości, nie obietnica na każdy listopadowy poranek.
Kaunertal: najpierw skręty, potem koziorożec
Kaunertal nie wymaga od razu rzucania się na najstromszą ścianę. Niebieskie zjazdy z Falginjoch i szerokie lodowcowe stoki sprzyjają spokojnemu powrotowi do jazdy. Jesienią narciarskiego terenu warto szukać w wysoko położonych okolicach Falginjoch i Karlesjoch, sprawdzając przed wyjazdem aktualny raport otwarcia tras.


Tutejszą gwiazdą dla zaawansowanych jest Black Ibex, czyli „czarny koziorożec”. Trasa startuje przy górnej stacji Falginjochbahn na 3113 m n.p.m., a jej nachylenie dochodzi do 88 procent. Tak, procent, nie stopni! Na początek sezonu można jednak wybrać mniej ambitną rozgrzewkę, a spotkanie z koziorożcem zostawić na moment, gdy nogi odzyskają pełną sprawność.
Stubai: szeroko i wysoko
Na Stubai jesienią podstawą jazdy są tereny Eisjochferner i Daunferner, a dostępność poszczególnych tras zależy od bieżących warunków. Wśród odcinków uruchamianych na początku sezonu są m.in. Daunferner, Seeblick i Steilhang, czyli propozycje zarówno na spokojniejsze skręty, jak i bardziej energiczną jazdę. Nie trzeba od razu zaliczać całej mapy, żeby porządnie poczuć uda.
Na późniejszą część zimy warto zostawić Wilde Grub’n — oznakowaną, ale nieprzygotowywaną jak zwykła nartostrada skiroute, wymagającą odpowiednich umiejętności. A jeśli potrzebny jest sportowy cel na wiosnę: 10 kwietnia 2027 roku odbędzie się Stubai Wild Ride, gigant o długości ponad 6 kilometrów i około 160 bramkach. Tutaj sama dobra kondycja może nie wystarczyć!
Hintertux: jesień zostaje na dole
Jesienny Hintertux to przede wszystkim jazda w górnych partiach ośrodka, w rejonie Gefrorene Wand i Olperera. Przy tym drugim czekają niebieskie trasy dobre do odświeżenia techniki. W miarę otwierania kolejnych odcinków dochodzą następne możliwości, także w rejonie Kaserera. Plan jest prosty: kilka spokojnych przejazdów, potem trochę więcej pracy na krawędziach.

Pełny zimowy klasyk to zjazd z wysokości 3250 metrów do Hintertux, z finałem przez Schwarze Pfanne i 1750 metrami różnicy wysokości. Jesienią nie należy jednak zakładać, że da się już wrócić na nartach do samej doliny. Na początek wystarczy zima na górze — nawet jeśli przy parkingu nadal panuje zupełnie inna pora roku.
Pitztal: wysokość robi swoje
Pitztal sięga 3440 m n.p.m., a sezon 2026/27 rozpoczął już pod koniec września. Na rozruch są tu łatwe trasy Brunnenkogel i Gletschersee, a na mocniejsze skręty czerwone odcinki Mittelberg — oczywiście w aktualnie udostępnionym zakresie. Przerwę można zaplanować w Café 3440: trudno o bardziej wysokogórską kawę.I nie tylko kawę 😉

Freeride’ową przygodą na później jest Goldene Spur, łącząca lodowiec z Rifflsee: około 33 kilometrów narciarskiej rundy, na którą warto wybrać się z przewodnikiem. Nie jest to propozycja na jesienny rozruch — otwarcie Rifflsee zaplanowano dopiero na 12 grudnia 2026 roku. Na razie lepiej skupić się na wysoko położonych, przygotowanych trasach lodowca.
White5: pięć lodowców, jeden skipass
Tyrolską „wielką piątkę” można poznać z jednym karnetem, al jego oficjalna nazwa to White5. W sezonie 2026/27 kosztuje 669 euro i obejmuje 10 dni jazdy między 1 października 2026 a 15 maja 2027 roku. Co ważne, dni nie muszą następować po sobie. Karnet działa na wszystkich wyciągach zimowego i lodowcowego Sölden oraz na lodowcach Kaunertal, Pitztal, Stubai i Hintertux. Można więc zaplanować pięć lodowców w pięć dni, codziennie wybierając inny ośrodek, a pozostałe pięć dni zachować na kolejny wyjazd — to nie jest skipass tylko pięciodniowy. Taka lodowcowa objazdówka brzmi zdecydowanie lepiej niż pięć kolejnych dni słoty.

Jak to zrobić? Tutaj podaje link do tekstu, który napisalismy kiedyś w Business Travellerze podczas 5-dniowego szalonego wypadu właśnie na White5 🙂
https://businesstraveller.pl/podroze-biznesmena/white-five-czyli-tyrolski-maraton-lodowcowy

